• Wpisów:14
  • Średnio co: 18 godzin
  • Ostatni wpis:wczoraj, 22:46
  • Licznik odwiedzin:526 / 12 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
śniadanie; owsianka na zimno (30g płatków) z jabłkiem (100g) i cynamonem
II śniadanie; kiwi 
obiad; fasola w sosie pomidorowym (2 duże porcje ok 500g)
kolacja; smothie z banana (120g) i garści mrożonych owoców, szklanka soku pomarańczowego 

772/950 kcal ✅

Hejka. Piszę dziś później niż zwykle, bo jestem już w łóżeczku i praktycznie przysypiam przed telefonem Jak widać, dzień nie wyszedł mi tak super-warzywnie jakbym chciała, właściwie lenistwo sprawiło, że nie zrobiłam zupy na kolacje i wypiłam smothie, no cóż

Ogólnie to zjadłam małe śniadanie i kiedy przyszła pora na obiad, trochę przesadziłam z porcją, co prawda było to niskokaloryczne danie, składające się praktycznie z samych warzyw, jednak nabrałam ogromną porcje. I teraz moja zagwozdka; gramaturę posiłku policzyłam w fitatu i aplikacja pokazała, że powinnam mieć aż 700g potrawy, jednak po obróbce termicznej, waga całości nie przekroczyła 600g. Nie wiem zbytnio jak to wliczyć do bilansu, jednak zostawiłam, że zjadłam 341 kalorii.

Dzień spędziłam całkiem miło, spędziłam wieczór z przyjaciółką, trochę czasu postałam przy garnkach (co bardzo lubię, więc nie narzekam ) i leniuchowałam. Jeśli jutro będę czuła się w porządku, zabieram się za ćwiczenia, w końcu obiecałam robić trzy treningi w tygodniu.

W ogóle, kiedy dwa lata temu udało mi się zrzucić 10kg, kupiłam sobie spodnie. Przez cały poprzedni rok miałam trudność, aby się w nie wcisnąć, czasami były momenty, kiedy się dopinałam, jednak spędzenie w nich pięciu minut w pozycji siedzącej było prawdziwą katorgą. Dziś włożyłam je i dopięłam guzik bez problemu, a co jeszcze lepsze - materiał nie opina mi ud, nawet odstaje. To mnie niesamowicie zmotywowało! Niedługo będzie pięknie, obiecuję  <3




 

 
śniadanie; smothie z banana, mrożonych owoców leśnych i pół szklanki mleka sojowego
II śniadanie; grejpfrut
obiad; budyń jaglany na zimno (kaszy 50g, pół szklanki mleka sojowego) z jabłkiem i cynamonem
kolacja; smothie z szpinaku, gruszki i kiwi

767/900 kcal ✅

Dzisiejszy bilans to owocowa rozpusta, albo 'cukry wypieprzyły ponad skalę' Jak wspomniałam wczoraj, jestem na diecie miękkiej, chłodnej, łykam antybiotyk i przeciwbólowe, regeneruje się, odpoczywam. Nawet obejrzałam kilka odcinków kreskówki jak i przysiadłam do konkursu z historii, więc (pomijając małą drzemkę) dzień dosyć produktywny.

Wiecie, dostałam rano okresu, więc odpuściłam jakiekolwiek ważenie. W końcu, w trakcie okresu zatrzymuje się woda, ciało jest jakieś takie opuchnięte, a stresować na zapas się nie będę. I bardzo się cieszę z tego okresu, bo stan przed miesiączkowy męczył mnie niemiłosiernie. Myślę, że miał duży wpływ na wczorajszy dzień, a było naprawdę tragicznie. Zmierzyłam się chyba z trzema atakami płaczu i czułam się jak niskiej klasy gówno, na szczęście jestem już dużo bardziej spokojniejsza.

Jutro chcę zrobić bardziej warzywny dzionek, mam już nawet pomysł na zupę krem pieczarkową (chociaż z śniadaniem może być gorzej, bo uwielbiam na slodko) i fasolę białą w sosie pomidorowym

Trzymam za was kciuki xx






(W ogóle to gdybym, według zasad diety, nie liczyła owoców i warzyw mój bilans nie przekroczyłby 300 kaloriiXDD)
  • awatar 狼 (ōkami): Powodzenia, tylko nie zacznij jeść więcej kalori bo będzie efekt jojo
  • awatar LazyCat: Bardzo ładny bilans, powodzenia dalej <3
  • awatar happy bae: wszystko super, brawo! też tak chcę :o
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
kolacja(?¿); szklanka soku pomidorowego, starte jabłko (110g), banan (115g)

194/800 kcal ❌/✅ (z jednej strony nie przekroczyłam limitu, więc dzień zaliczony, ale według mnie taki malutki bilans nie jest w porządku)

Przepraszam, ale miałam dziś zabieg, nie zjadłam śniadania i praktycznie cały dzień nie jadłam. Teraz wróciłam, nie mogę przeżuwać, nie mam apetytu. Nie zaliczam tego dnia, nie chcę się głodzić i zjedzenie ledwie 200 kcal jest taką samą przesadą, jak przekroczenie limitu. Jutro zjem więcej. Przez najbliższe dni będę głównie na płynach i papkach.

Mam nadzieję, że u was zdrowiej i lepiej. Trzymajcie się dobrze


  • awatar Ourbeautifuldream: Ładne zdjęcia:)
  • awatar tyle.: powodzenia :) masz racje bilans malutki, jeśli masz zamiar zdrowo sie odżywiać to prawidłowo ze nie zaliczyłaś sobie tego dnia
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
śniadanie; owsianka (płatki owsiane 30g), puree z dyni (2 łyżki), banan (90g), syrop malinowy (10g)
przekąska; jabłko (100g), płatki kukurydziane (30g), trochę babcinych buraczków
obiad/kolacja; ziemniaki (400g)

801/900 kcal ✅

Nie jestem zbyt zadowolona z dzisiejszego bilansu, bo mimo że śniadanie zaczęłam bardzo ładnie, to reszty posiłków nie zorganizowałam. Kiedy wróciłam ze szkoły długo kręciłam się po kuchni bez konkretnej ochoty na obiad, później spróbowałam zasnąć, jednak nie dałam rady i znów wróciłam do kuchni, tym razem głodniejsza. W międzyczasie, kiedy ziemniaki się gotowały, podjadłam niepotrzebne produkty i niestety wyszło jak widać .

Jestem zmęczona szkołą, trochę zła i rozdrażniona. Nie ćwiczyłam i raczej w następnych dniach nie będę miała takiej możliwości, jednak to nadrobię. Będą trzy treningi, trochę później, ale będą.






 

 
Poniedziałkowy poranek. Eh, jestem pewna, że nikt go nie lubi, oczywiście, łącznie ze mną. Chociaż teraz, kiedy zajadam się owsianką dyniową (epickie połączenie, jeśli też kochacie dynię, oddajcie do swojej owsianki dwie łyżki puree!) i do tego zważyłam się, zauważając efekty, nawet poniedziałek nie jest aż taki zły. Otóż.... pełne 54 kg na mojej wadze, aaa!

Jestem szczęśliwa

Tutaj moja waga i wymiary z dzisiaj:

Waga: 54 kg
biceps: 25 cm
klatka piersiowa: 85 cm
talia: 66 cm
pupa: 90 cm
udo: 52 cm
Łydka; 33 cm

Miłego dnia wszystkim
 

 
śniadanie; kromka chleba dyniowego (25g), marmolada (20g), dwie porcje mojego ciasta dyniowego (100g)
obiad; makaron (45g) z sosem dyniowo-pomidorowym
kolacja; 2 jabłka (280g) z cynamonem

663/1150 kcal ✅

Jestem z siebie zadowolona, bo w końcu zjadłam według wcześniej ustalonego planu!!! Kalorii mniej, prawda, ale chciałam trochę sobie odpuścić, żeby waga chociaż drgnęła. Okej, przeżywam, wiem i bez bicia się przyznaję, ale fakt że od cholernych 11 dni waga nie spadła nawet o pół kilogramu *nie pomaga* XD

Tak sobie myślę, żeby ważyć się tylko jeden, albo dwa razy w tygodniu, żeby się tak nie przejmować. W sensie zwykle, kiedy waga spadła miałam taką świadomość, że mogę jeść spokojnie (?), a kiedy się wahała, to stopowałam. I w sumie martwię się, że jeśli się nie zważę i coś pójdzie do góry, to nie będę miała świadomości i zjem za dużo.... Nie wiem, ale spróbuję.

Jutro podam tutaj swoje wymiary, bo mimo że właśnie skończyłam trzeci tydzień diety to nadal tego nie zdobiam. Wow, 21 dni, z czego 14 na HSGD, jestem niesamowicie dumna Przede wszystkim myślałam, że nie dam sobie rady i po kilku dniach rzucę się na moje oreo i chipsy. Cóż, jedyne co mogę sobie zarzucić w tym tygodniu to to, że dużo za dużo spałam i totalnie zbzikowałam na punkcie jabłek - jadłam hurtowo. Z niezbyt dietetycznego jedzenia, to zjadłam dwa razy makaron pszenny i wciąż nie używam fit mąk do wypieków itd. Nie uważam tego za wielką tragedię, w końcu to nie jest czynnik, przez który zawalam swój planowany limit kaloryczny - umiem to odpowiednio zbliansować i wliczyć. Ćwiczyłam 3 razy w tygodniu, co dla mnie jest dużym sukcesem, nie lubię ćwiczeń, a naprawdę sprawiły mi przyjemność, super.

Ogólnie to zrobiłam trochę długie to podsumowanie tygodnia, ale kilka rzeczy usunęłam i mam nadzieję, że wypowiedź ma "ręce i nogi"

Trzymajcie ze mnie kciuki, żeby czwarty tydzień odchudzania był bardziej udany niż ten. Mam nadzieję, że kilogramy wam spadają i wszystko jest w porządku. Buziaki




 

 
śniadanie; płatki owsiane (30g), jabłko (100g), kakao (łyżeczka), kawałek ciasta dyniowego (50g)
obiad; kasza kuskus (50g), sos dyniowo-pomidorowy
przekąska; jabłko (300g)
kolacja; wegańskie spaghetti (naprawdę malutko) i pieczywo chrupkie żytnie

1008/1100 kcal ✅

Aktywność; 12,5 k kroków

Miałam kalorie wliczone co do grama, wszystko dopięte na ostatni guzik, póki nie dostałam telefonu od przyjaciółki 'WYCHODZIMY'. I wtedy moje plany poszły się walić, chyba tak zwykle jest, kiedy na coś się nastawiamy. Przynajmniej spędziłam miły wieczór, zjadłam okropnie rozgtowane spaghetti (było obrzydliwe), zagryzałam pieczywem chrupkim i gdzieś pomiędzy wcisnęłam jabłko. Wyszło trochę więcej kalorii, ale nie panikuję. Dużo chodziłam, zrobiłam dziś 12,5 k kroków, więc powiedzmy, że spaliłam swoje małe grzeszki, a co najważniejsze dobrze się bawiłam Jutro ruszę tyłek do ćwiczeń.

Poza tym uwielbiam moich przyjaciół, ponieważ zawsze dbają o to, żebym miała coś do zjedzenia. Samo sprawdzanie składów w poszukiwaniu mleka czy jajek dla upewnienia się, czy mogę to zjeść, sprawia, że jest mi bardzo miło.

Aha, i wyszłam w bardziej obcisłym swetrze, bez wzdęć i uczucia niepewności!!! Może i cyferki na wadze nie spadają, ale pewność siebie w główce jakoś dała radę urosnąć.

A teraz lecę spać xxx




 

 
Śniadanie; kasza manna (50g), jabłko (100g), pół szklanki mleka, syrop malinowy (10g)
Obiad; zupa dyniowa, pestki dynii (10g)
Przekąska: jabłko
Kolacja; ciasto (2 porcje)

ok. 900/950 kcal ✅

Jak co tydzień, próbuję piec, eksperymentuje z wegańskimi słodyczami i staram się bawić w kuchni. Dziś udało mi się zrobić niezłego zakalca, który pierwotnie miał być piernikiem dyniowym, jednak mimo że wypiek nie jest taki jakbym chciała, nadal zostaje całkiem niezły. Pieczenie sprawia mi to dużo frajdy, ale są kaloryczne i uch, mam wyrzuty sumienia, że dziś na dużo zjadłam

Czuję się źle, jest mi niedobrze i chce mi się płakać. Idę ćwiczyć, zrobię później EDIT i dam znać co zrobiłam.

Okej, dochodzi 000 a ja skończyłam cwiczenia, cóż lepiej późno, niż wcale Chociaż troszeczkę spaliłam z tego co zjadłam i jestem spokojniejsza.

Aktywność:
6,7 k kroków
Mel B brzuch 10 min
Mel B abs 8 min
Mel B pośladki 10 min
Victoria Secret nogi 10 min
Tiffany boczki 10 min

Chyba nie ma tragedii, jutro będzie lepiej pod względem jedzenia, obiecuję!

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Śniadanie; owsianka jabłkowa z cynamonem: płatki owsiane (30g), pół szklanki mleka owsianego, jabłko (100g), pestki dyni (10g)
Obiad; kasza kuskus (50g) z warzywami (450g)
Kolacja/przekąska; makaron rurki pszenny

ok. 850/1000 kcal ✅

Heeeej. Dziś niestety byłam długo w szkole i kiedy wróciłam, w trakcie gotowania obiadu, podjadałam makaron. Oczywiście jak to z podjadaniem - zaczyna się od jednej rurki, a kończy na garści i za późno na ważenie i tym bardziej liczenie kalorii. Myślę, że zjadłam około 50g? Nie wiem, tyle wpisałam i najwyżej mogłam zjeść 871 kcal, jednak podeszłam do tego bardziej optymistyczne i zaokrągliłam do 850 kcal. W każdym razie, nie przekroczyłam limitu.

Wczoraj odpuściłam ćwiczenia, ale dziś już nie było żartów. Po spacerze zrobiłam Skalpel z Ewą, dodatkowo 2 h WFu, więc dzień mogę zaliczyć do bardziej aktywnych.

Bardzo denerwuje mnie fakt, że od 8 listopada nie schudłam. Boję się, że nie dam rady zgubić kilograma do końca tygodnia. Też mieliście taki zastój na wadze? Jest mi strasznie przykro, kiedy ważę się codziennie rano i wciąż widzę te same cyferki, eh.

Kończę, zmykam do książek i do spanka. Trzymajcie się dobrze xxx


  • awatar figura marzeń jest w zasięgu możliwości: Czasem zdatzaja sie zastoje wazne zeby Cie to nie demotywowaalo. Woda faza cyklu duzo rzeczy ma wplyw... A jezeli jeszc tak pieknie I jeszcze cwiczyc zmiany sa. Jesli nie na widze to w centymetrach uuwirzyci samopoczuciu ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Śniadanie; placuszki owsiane (40 g płatków, 80g jabłka, pół szklanki mleka owsianego, 25g mąki pszennej)
Obiad; sałatka (powtórka z wczoraj)
Kolacja; brokuły (350g) z pestkami dyni (20g), czosnkiem i pieprzem

663/900 kcal ✅

Lubię ten dzień pod względem jedzenia. Może mąka pszenna to nie był zbyt dobry wybór, co do tych placuszków, jednak inaczej by się rozwalały, więc wolałam dodać właśnie pszenną i cieszyć się puszystymi racuchami jabłkowymi. Ogólnie jem dość dużo jabłek, ale są tak pyszne (i bardziej mi pomagają w odchudzaniu niż szkodzą, przecież to owoce! )  że nawet sobie nie żałuję.

Byłam dziś na zakupach i znów musiałam oglądać się w lustrze prawie nago. Wiecie, nie jest źle, kiedy jestem w koszulce - nawet w tych obcisłych wyglądam już trochę lepiej (w końcu na pewno jestem mniej wzdęta niż na początku), ale mój brzuch bez żadnego okrycia jest okropny, jak tłusty balon ehh. Mimo wszystko zakupy udane i nawet należały do tych przyjemniejszych.

Nie wiem co z ćwiczeniami. Z jednej strony czuję mały obowiązek, bo przecież tyle narzekam na ciało, a nie wykonuje żadnej aktywności fizycznej, a z drugiej, przecież nienawidzę tego robić i trudno jest mi się zmusić. Narazie zaczekam, aż mój żołądek się uspokoi i najwyżej później zrobię edit, w razie gdybym ćwiczyła. (JEEEJU MAM WOLNY DOMEK I NIE WIEM CZY TEGO NIE WYKORZYSTAĆ EHHH)

Poza tym zrobiłam dziś 6,5 K kroków, co dla mnie stanowi w miarę przyzwoitą sumkę. Wprawdzie jeszcze nie miałam 10 K, ale cóż.... kiedyś na pewno dobiję

Przepraszam, że się tak rozpisałam. Mam nadzieję, że ktoś przeczytał te wypociny do końca.

Miłego wieczoru, trzymajcie się chudo! 




 

 
Śniadanie; lody bananowe (290g)
Obiad; sałatka (pół małej papryki, pół pomidora, trochę ogórka, jabłko, mix sałat) i surówka
Kolacja; jaglanka (50g) z jabłkiem (150g) i syropem malinowym (10g)

759/800 ✅

No to dziś sobie zaszalałam. Udało mi się dojeść do limitu i jestem przepełniona, ale wciąż zadowolona ;D
Nareszcie zrobiłam tę sałatkę, składała się właściwie z samych warzyw, więc odpuściłam sobie ważenie każdego produktu i mierzyłam na oko - najbardziej kaloryczną częścią było jabłko, więc bez tragedii. No i podjadałam surówkę, jednak tak samo jak w sałatce, nie było w niej nic złego. Kalorie zaokrągliłam do 150 kcal, ale możliwe, że było ich więcej lub mniej, nieważne. KONIEC O TYM JEDZENIU XD

Właściwie to wbiłam się w strój sportowy i posprzątałam trochę w pokoju, co najwyraźniej oznacza, że planuję poćwiczyć. Serio, dawno nie miałam takiej ochoty, więc korzystam póki mogę. Planuję zrobić Skalpel z Chodakowską  (kiedyś bardzo go lubiłam) i może coś od Mel B. Zrobię edit, jak mi się uda. Więc grzecznie czekam, aż jaglanka ułoży się w moim brzuszku i lecę.

Po ćwiczeniach mam randkę z geografią ahhh, jak ja to kocham </3

Trzymajcie się cieplutko ♡

EDIT: poćwiczone Skalpel i Mel B brzuch.

Ćwiczyłam w takim miejscu, gdzie miałam przed sobą własne odbicie w lustrze. Trochę się załamałam czeka mnie masa pracy, żeby wyglądać w miarę dobrze.

 

 
Śniadanie; owsianka (45g) z bananem  (115g), łyżeczką marmolady (12g) i syropem malinowym (5g)
Kolacja; warzywa na patelnię (100g) i 2 duże jabłka (390g)

582/900 ✅

Jeeju, wcale nie mam apetytu i chociaż zjadłam stosunkowo normalnie, czuję się strasznie pełna. Od rana chodziła za mną ochota na sałatkę, jednak nie pomyślałam w odpowiedniej chwili i skończyłam z warzywami i właśnie jabłkami. Dziwne połączenie, ale nie narzekam Poza tym jestem w szoku, że wytrzymuje takie odstępy czasu bez głodu. W sumie to dobrze. Achhh i najważniejsze! Waga rzeczywiście wróciła normy, więc bardzo się cieszę. Chciałabym do końca tygodnia ważyć 54 kg, ale zobaczymy co z tego będzie.

Dziś nie robiłam niczego ciekawego. Jak wróciłam ze szkoły przespałam się, opiekowałam dzieckiem sąsiadki (nie nadaję się do dzieci, eh), a teraz wzięłam się za lekcje.

Miłego wieczoru x
 

 
Bilans:
Obiad: pieczona dynia (450g) i ziemniaki (450g) z łyżeczką oleju rzepakowego (5g)

481/1100kcal ✅

Heeej. Zwykle jem więcej posiłków, jednak dzisiaj zdecydowałam się tylko na jeden duży. Wczoraj spędzałam wieczór z przyjaciółkami i wypiłam alkohol, trochę podjadałam owoce, przez co na styk zmieściłam się z kaloriami. Dziś rano czułam się strasznie ciężko, a na wadze było 0,5 kg więcej, więc dziś się pilnowałam. Miałam też ćwiczyć, żeby spalić wczorajsze grzeszki, ale jak wspomniałam wcześniej, trudno mi się zmotywować do ćwiczeń w domu. Cóż, mam nadzieję, że jutro waga będzie normalna.

Ostatnio jestem ciągle zmęczona i mimo że wysypiam się w nocy, drzemka po południu jest obowiązkowa. Właśnie wstałam po dwóch godzinach snu, zrobiłam lekcje na jutro i teraz piję herbatkę. Modlę się, żeby nie mieć problemów z zasypianiem w nocy XD

I O CHRYSTE! jestem z siebie dumna, że zaczynam następny tydzień na diecie, oby był tak samo udany jak dwa ostatnie


 

 
Hej kochani
Niezbyt wiem od czego zacząć, jednak sprowadza mnie tu głównie pragnienie utraty kilogramów.
Jasne, miałam już swoje próby, niestety, nigdy niczego nie osiągałam, motywacja znikała tak szybko, jak się pojawiła, a zmiany wciąż nie następowały. Kilka lat temu udało mi się schudnąć 10 kg, ale waga szybko wróciła do początkowych 60 kilogramów.
Mimo to nie chcę się poddawać. Dwa tygodnie temu podjęłam następną próbę i narazie idzie mi całkiem nieźle, schudłam 4 kg, chociaż większość pewnie to woda i czuję się trochę lepiej, mniej się wstydzę i jestem dumna. Chciałbym, aby ten blog choć trochę pomógł mi wytrzymać w postanowieniu, będę tu zapisywać bilanse i ćwiczenia (których może być mało, ponieważ nienawidzę tego robić).

Z takich ważniejszych informacji:
• mam 157 cm wzrostu
• ważę 55 kg
• obecnie jestem na 7 dniu HSGD (i tę dietę będę kontynuować)
• odżywiam się wegańsko, jednak owoce i warzywa wliczam do bilansu (jasne jedno jabłko więcej czy dwie mandarynki nie będą dla mnie tragedią, ale i tak owoce mają kalorie, więc nie rozumiem dlaczego nie mam ich nie wliczać)

Myślę, że to tyle. Następny wpis wstawię pewnie wieczorem. Jeżeli macie jakieś porady, cokolwiek, możecie napisać. Jestem nowa na pingerze i trudno mi ogarnąć co i jak